KISS?

Keep it simple, stupid, czyli w wolnym tłumaczeniu – nie komplikuj, głupku. Podobne do wszelkich innych powiedzeń typu „lepsze jest wrogiem dobrego”, czy „skoro działa to nie ruszaj”.

Zebrało mi się ostatnio na przemyślenia, czy aby za bardzo nie komplikujemy sobie piwnego życia stosując co raz to bardziej wyszukane i wymyślne receptury przypominające długością rachunek z przedświątecznych zakupów w hipermarkecie – osiem różnych słodów, dziewięć rodzajów chmielu, dodawanych w siedmiu porcjach, pięć przerw w zacieraniu, a do tego jeszcze potrójna dekokcja.

Sęp, czyli piwo z Widawy, z jednej strony będące przykładem chorej mieszanki chmielowej, jak niektórzy mówią, zrobione ze śmieci, pokazuje, że można uzyskać całkiem znośny efekt bez skomplikowanego wyliczania proporcji różnych chmielów. Pytanie jednak, czy cokolwiek zyskaliśmy dzięki takiej mieszance? Jakimś cudem angielskie bittery potrafią zaskoczyć bardzo dobrym aromatem i smakiem przy zastosowaniu jednej, dwóch odmian chmielu. Z naszego podwórka dowodem jest Angielskie Śniadanie, które doskonale sobie radzi mając do dyspozycji tylko jedną odmianę – East Kent Golding. A poniżej ciekawy przykład znaleziony przy pomocy gugla na piwowarskim forum:

1.00 oz Simcoe [13.00 %] (90 min) (First Wort Hop)
1.00 oz Centennial [10.00 %] (90 min) (Mash Hop)
1.00 oz Amarillo Gold [8.50 %] (90 min) (First Wort Hop)
1.00 oz Pearle [8.00 %] (90 min) (Mash Hop)
0.50 oz Amarillo Gold [8.50 %] (60 min)
1.00 oz Centennial [10.00 %] (25 min)
1.00 oz Cascade [5.50 %] (25 min)
0.50 oz Cascade [5.50 %] (15 min)
1.00 oz Centennial [10.00 %] (15 min)
0.50 oz Centennial [10.00 %] (15 min)
0.50 oz Amarillo Gold [8.50 %] (15 min)
1.00 oz Simcoe [13.00 %] (5 min)
0.50 oz Cascade [5.50 %] (5 min)
0.50 oz Amarillo Gold [8.50 %] (5 min)
0.50 oz Cascade [5.50 %] (1 min)
2.00 oz Citra [10.50 %] (1 min)
0.50 oz Amarillo Gold [8.50 %] (1 min)
1.00 oz Centennial [10.00 %] (1 min)
2.50 oz Amarillo Gold [8.50 %] (Dry Hop 14 days)
2.50 oz Simcoe [13.00 %] (Dry Hop 14 days)
2.50 oz Citra [10.50 %] (Dry Hop 14 days)

Ze słodami jest podobna sytuacja, krótkie guglanie daje nam taki ciekawy zasyp słodowy:

13 pounds two row
4 oz biscuit
4 oz special roast
4 oz Simpsons medium crystal C50
4 oz Simpsons dark crystal C75
4 oz Simpsons Extra Dark Crystal C150
4 oz Crisp Chocolate
4 oz Crisp Pale Chocolate
4 oz Caramel 40

W sumie 9 różnych słodów, z czego duża część daje niemal takie same smaki, w różnym natężeniu. A teraz wystarczy przypomnieć sobie ostatnio pitego dobrego barleywine’a czy belgijskiego dubbla. W obu tych stylach mamy bardzo złożone, ciekawe słodowe posmaki uzyskiwane z jednego bazowego słodu, z niewielkim dodatkiem jednego lub dwóch słodów specjalnych, ewentualnie jakiegoś ciekawego cukru w dubblu.

Do tego wszystkiego ostatnio natknąłem się na opinię osoby, która zjadła zęby na badaniu piwa i sposobów jego produkcji. Charlie Bamforth uważa, że tak naprawdę, z nielicznymi wyjątkami (na przykład drożdże używane do fermentacji niemieckich piw pszenicznych) wszystkie szczepy drożdży dają w zasadzie taki sam profil smakowy. Dużo większy wpływ na zróżnicowanie smaku mają warunki fermentacji i kondycja drożdży niż ich rodzaj.

Wygląda, jakbyśmy cierpieli na klęskę urodzaju, skoro mamy dostęp do tak różnych surowców to staramy się użyć ich jak najwięcej w naszych piwach. Pytanie, czy faktycznie jest to konieczne oraz pozytywnie wpływa na efekt końcowy. Chyba zapominamy, że w całej tej zabawie ważny jest smak piwa, a nie imponowanie długością listy składników.

Jak sobie radzić z problemami zaopatrzeniowymi?

W podwrocławskiej miejscowości, jako dodatek do istniejącej Gospody pod Czarnym Kurem, powstał w zeszłym roku browar, który szerszemu gronu zaprezentował się na Wrocławskim Festiwalu Dobrego Piwa. Po niecałym roku działania jest znany chyba wszystkim piwnym geekom jako prawdopodobnie najbardziej nowatorski browar restauracyjny w Polsce. Mowa rzecz jasna o Browarze Widawa, którego właściciel odważnie współpracuje z Tomaszem Kopyrą, prawdziwym piwnym omnibusem, i co jakiś czas wypuszczają na rynek kolejne efekty wspólnego warzenia. Pośrednim wynikiem tej współpracy jest również poszerzenie standardowej oferty poza „świętą trójcę” i serwowanie w Gospodzie pod Czarnym Kurem, a to pszenicznego koźlaka, a to pilsa z nowozelandzkimi chmielami, czy też tzw. piwa parowego.

Widawa - Sęp

Widawa – Sęp

Tuż pod koniec zeszłego roku zadebiutowało kolejne piwo spod znaku „Browar Kopyra & Browar Widawa”, tym razem w stylu American India Pale Ale, czyli w założeniu stosunkowo mocne jasne piwo, zdecydowanie nachmielone amerykańskimi chmielami z intensywną goryczką, bardzo silnym aromatem chmielowym i solidną, słodową bazą.

Nazwa tego piwa, czyli Sęp, wiąże z deficytem amerykańskich chmieli na rynku wynikającym z ich rosnącej popularności na całym świecie. Amerykańscy piwowarzy zapoczątkowali „piwną rewolucję” pod sztandarami mocno chmielonych piw, początkowo amercian pale ales aby dojść do imperial IPAs czy też double IPAs. Moda, czy też zapotrzebowanie na takie piwa, okazało się nie znać granic i w efekcie, amerykańscy plantatorzy chmielu nie nadążają ze zwiększaniem areału odmian aromatycznych. Jednak widawska kooperatywa nie przejmuje się takimi utrudnieniami i dosłownie „wysępiła” próbki chmieli użytych w trakcie chmielowej prelekcji na zeszłorocznych targach Brau Beviale w Norymberdze, które następnie odważnie wymieszała i nachmieliła taką szaloną mieszanką Sępa.

Widawa - Sęp

Widawa – Sęp

Efektem jest piwo o silnym i ciekawym aromacie – mocny żywiczny zapach, nieco cytrusowo roślinny, jednakże nad nim unosi się nutka truskawkowo-maślana, przez co pierwsze skojarzenie to tak naprawdę truskawki w śmietanie, a nie solidnie nachmielone AIPA. Do tego mamy obfitą, białą pianę o drobnych pęcherzykach z pojedynczymi sporymi bąblami, opadającą do cienkiego kożuszka, zostającego już do samego końca. Piwo jest bardzo delikatnie opalizujące, o złotym, miodowym kolorze.
Początek smaku jest w miarę łagodny i spokojny, by natychmiast przejść w mocne chmielowe uderzenie goryczy. Odrobina słodowej łagodności i feeria chmielowych smaków zdominowanych przez silną, długo pozostająca grejpfrutową gorycz, która niestety nieco męczy. Delikatnie nagazowane, z bardzo przyjemną, gładką, śmietankową teksturą.

Jak na piwo „nawinie”, gdzie zamiast kilku odmian chmieli dobranych ze względu na ich aromat i smak z zamysłem otrzymania określonego efektu, mamy 21 rodzajów chmielu, które akurat się nawinęły, to otrzymaliśmy całkiem przyjemne piwo. Gdyby było nieco mniej wytrawne i dawało choć minimalną szansę posmakom słodowym w starciu z chmielową nawałą to było by bardzo dobrze, a tak jest po prostu zaskakująco przyjemnie. Jak dla mnie taki kierunek jest znacznie ciekawszy niż jednowymiarowy Shark.

Rzemieślnicze, to znaczy jakie?

Koniec roku to tradycyjnie czas zerkania przez ramię i wszelkich podsumowań. W szczegółowym podsumowywaniu wydarzeń okołopiwnych są lepsi ode mnie (na tę chwilę na przykład Piwny alfabet i bardzo ciekawe, humanistyczne Subiektywne podsumowanie), ja się skupię na jednej rzeczy, która chyba najlepiej krótko określa kończący się rok.

W listopadzie po internetach przetoczyła się afera o Łomży podszywającej się pod browar w Czarnkowie za pomocą dziwnie podobnych etykiet do tych naklejanych na butelki z Noteckim i Eire. Do tego dochodzą reklamy Łomży konsekwentnie pokazujące ten browar jako coś lokalnego, niedużego i tradycyjnego. Krótko mówiąc ktoś się zorientował, że regionalne „maluchy” co raz mocniej rozpychają się łokciami na rynku, co widać w rosnących słupkach, a w tym roku dodatkowo zyskały bardzo pozytywną prasę. Skoro regionalność dobrze się sprzedaje to czemu z niej nie skorzystać i w dużych browarach?

Podobny problem, tylko na większą skalę mają miłośnicy piwa zza oceanu, czego dowodem jest grudniowe oświadczenie tamtejszego Stowarzyszenia Piwowarów (BA). Najwyraźniej komuś w BA bardzo się nie podobało to, że wielkie koncerny ubierają się w ciuszki małych browarów. Ale czemu się dziwić? 2011 to kolejny rok gdy rynek piwny się kurczy, przy jednoczesnym dużym wzroście sprzedaży piw rzemieślniczych. Oczywistym więc ruchem jest skorzystanie z rynkowego trendu i wejście w nowy obszar. Można to robić na przynajmniej dwa sposoby – wykupywanie znanych browarów rzemieślniczych lub tworzenie nowych marek, w odpowiedni sposób stylizowanych. Piwa powstające w ten sposób w chwytliwy sposób zostały przez BA określone jako crafty beers w przeciwieństwie do prawdziwych craft beers.

Komunikat BA można czytać zapewne na różne sposoby, jednak najwyraźniej został on odebrany jako bardzo negatywny i agresywny, bo w jego efekcie rozpętał się prawdziwy shistorm, który chyba trochę przerósł oczekiwania. Jednym z jego efektów najwyraźniej jest ściągnięcie listy crafty beers ze strony BA i zapowiedź zamieszczenia w jej miejscu dokładnej definicji czym jest piwo rzemieślnicze. Co swoją drogą najwyraźniej wcale nie jest takie łatwe, skoro istniejąca definicja jest modyfikacją opisu sprzed dwóch lat, kiedy to kryterium wielkości produkcji wymagało zmiany, aby nie ryzykować wykluczenia dwóch największych browarów rzemieślniczych.

O ile w pełni rozumiem obawy, że wielkie koncerny mogą stosować nieuczciwe praktyki, aby wejść na ten rynek to jednak mam wrażenie, że tego typu podejście nie przysparza dobrej opinii browarom rzemieślniczym, bo bardzo mu blisko do ślepego bicia w wielkich raczy i traktowania ich jako źródła odwiecznego zła, bez względu na jakość piwa jakie warzą. Co jest złego w tym, że wielcy też chcą sprzedwać dobre jakościowo i ciekawe smakowo piwa? Tak długo jak nie będą próbowały doprowadzić do sytuacji sprzed 30-40 lat jest to tylko godne pochwały. Natomiast my wszyscy, jako świadomi konsumenci, powinniśmy głosować portfelem i pilnować w ten sposób, aby rynek piwa nadal podążał w obranym kierunku. Czego sobie i Wam wszystkim życzę w Nowym Roku.

Świąteczne nieumiarkowanie

Piwne święta

Piwne święta

Święta, święta i po świętach, a zostają nam po nich wspomnienia zwykle w postaci dodatkowych kilogramów, bo jedną z najbardziej powszechnych tradycji świątecznych jest nieumiarkowanie, zarówno w jedzeniu jak i piciu. A skoro mowa o piciu to od razu przychodzą do głowy piwa świąteczne, ewentualnie zimowe. W tym roku polskie browary, przynajmniej pod względem asortymentu, zadbały o piwoszy i na rynku pojawiło się przynajmniej kilka piw z zimowo-świątecznej okolicy.

AleBrowar - Saint No More

AleBrowar – Saint No More

Na pierwszy ogień poszło, jeszcze przed Wigilią, christmas ale uwarzone przez AleBrowar, czyli dosyć głośno zapowiadane Saint No More. Jak zwykle w przypadku tego browaru oprawa stoi na wysokim poziomie – etykieta w zgodzie z przyjętą estetyką ukazuje nam mocno nietradycyjnego Mikołaja, mającego chyba najbliżej do bohatera filmu „Bad Santa”, do tego kartonowe pudełka na butelki i filmik ukazujący rzeczonego nie-świętego w akcji. W butelce natomiast czeka na nas piwo o 6,2% alkoholu uzyskanych z 16° Plato, więc zdecydowanie treściwe i dosyć mocno alkoholowe, jednak na prawdziwy „zimowy grzejnik” to chyba jednak nieco za mało. Spróbujmy.

Po nalaniu wita nas ciemny, czekoladowo-waniliowy, słodki zapach. Do tego spora, drobna, beżowa piana, niestety szybko zanikająca, zostaje w postaci krążka delikatnie oklejającego szkło. Piwo jest zdecydowanie mętne i ciemnobrązowe, wręcz brunatne.
Smak ciekawy i jak na AleBrowar, zdecydowanie zaskakujący – początkowo wyraźnie słodkawy z czekoladowymi posmakami, delikatnie alkoholowy, minimalnie goryczkowy, jednak dominuje czekoladowa słodycz z dodatkiem wanilii. Raczej nie wyczuwam miodu, który jest jednym ze składników, natomiast pojawia się posmak, który chyba nadały płatki dębowe. Podobne wrażenia miałem przy piwie znajomego leżakowanego z płatkami.

Podsumowując – całkiem ciekawe, nietypowe jak na ten browar piwo, delikatne, słodkawe, zrównoważone.

Kolejny wyrób okolicznościowy to koncernowa edycja limitowana czyli „samo zuo” – Książęce Korzenne, specjalnie przygotowany czwarty element kolekcji Książęcego. Tym razem, zgodnie z nazwą, sezonowość zdecydowanie nie ma pochodzić od mocy i tęgości piwa – mamy tutaj 13,5°P odfermenowanych do 5,0% alkoholu, więc tak naprawdę chyba poniżej średniej alkoholowej dla Kompanii Piwowarskiej. Aromat potwierdza oczekiwania – zdecydowanie przyprawowy, nieco „selerowy” przez co przywołuje skojarzenia z kolendrą, piernikowy, na pewno cynamon, chyba trochę goździków. Piana biała, niezbyt obfita, bardzo szybko zanika praktycznie bez śladu. Kolor piwa delikatnie bursztynowy, nieco jak niezbyt mocna herbata z dodatkiem miodu. W smaku zgodne z zapachem – głównie przyprawowy, goździkowo-selerowy, słodkawo-miodowy, poprawny jednak bez żadnych zachwytów. Raczej nie powtórzę doświadczenia, chyba, żeby sprawdzić jak się spisze jako podstawa do grzańca. Przy takiej przyprawowości może być ciekawie.

Czarnków - Grudniowe

Czarnków – Grudniowe

Kolejne piwo to wyrób jednego z browarów regionalnych – Grudniowe z Czarnkowa, uwarzone na miodzie wrzosowym. Piwo sprzedawane jest w butelce o imponującej jak na polskie warunki objętości 0,75l z zamknięciem pałąkowym czyli w swojskiej krachli. Do tego gustowna etykieta w spokojnej, beżowej kolorystyce i krawatka będąca jednocześnie „plombą” na pałąku. Niestety, pozytywne wrażenie psuje nieco tekturowy kartonik, w którym znajdowała się butelka – pomysł bardzo dobry, jednak wykonanie nieco szwankuje na skutek pewnej siermiężności kartonika.
Opakowanie na bok, co w środku? Poza tym, że 14,1°P i 5,6% alkoholu, to sądząc po zapachu jakiś koncentrat miodowy – aromat bardzo słodki i całkowicie zdominowany przez miód, szczerze mówiąc nie wiem czy wrzosowy. Co ważne, zapach jest raczej naturalny, nie wyczuwam charakterystycznej sztuczności aromatów obecnej w niektórych piwach miodowych. Do tego jasno beżowa, nierówna piana, szybko znikająca bez żadnego śladu swojej obecności. Za to bardzo przyjemny kolor – ciemnobursztynowy, z rubinowymi przebłyskami światła. Smak w pełni zgodny z zapachem – miodowa słodycz w wielkich ilościach, tłumiąca cokolwiek innego. Dopiero w późnym finiszu pojawia się intrygująca gorzkawość, zdecydowanie nie pochodząca od chmielu, bardziej kojarząca mi się z charakterystyczną ostrą gorzkością miodu gryczanego. Czyżby wrzosowy miał podobny posmak? Na skutek takiej dominacji miodu w tym piwie najciekawszy jest początek i koniec – opakowanie i posmak.

Het Anker - Świąteczne

Het Anker – Świąteczne

Na sam koniec opisu idzie piwo zagraniczne, zachomikowane i dojrzewające od zeszłorocznych świąt, kupione już w poświątecznej cenie w Brukseli. Świąteczna wersja piwa Gouden Carolus z browaru w Mechelen, która dla mnie była zwieńczeniem wigilijnej kolacji. Podobnie jak Grudniowe zapakowane w butelkę 0,75l, jednak zamiast „porcelanki” solidnie zamknięte korkiem i zdecydowanie mocniejsze bo zawierające aż 10,5% alkoholu, którego tak naprawdę w ogóle nie czuć. Aromat można określać na wiele sposobów – słodki, karmelowy, złożony, owocowy, nieco waniliowy, likierowy, ale na pewno nie alkoholowy. Do tego beżowa, drobna, gęsta i jednorodna piana, niestety szybko opadająca do cienkiego kożuszka, a nawet pierścionka. W kolorze ciemno-brązowe, z góry butelki klarowne, potem już nieco mętnawe od drożdży.
Smak jest zgrany z zapachem – równie złożony i wyrazisty, mocny – słodki, karmelowy, mocniej waniliowy, owocowy, nieco rodzynkowy, może odrobinę wiśniowy. Do tego złożonego i intensywnego smaku dochodzi delikatne nasycenie oraz świetna konsystencja i odczucie gęstości i gładkości w ustach. Pomimo tych wszystkich cech stosunkowo łatwe w konsumpcji, nie przeładowuje kubków smakowych i zachęca do kolejnych łyków, co przy niemal praktycznie niewyczuwalnym alkoholu, może być bardzo zdradzieckie i znacząco utrudnić uczestnictwo w pasterce. Już teraz żałuję, że nie mam kolejnej butelki, która mogłaby leżakować do przyszłych świąt.

Amber Boy – zaległości z Ale Browaru

Amber Boy jest z nami już od pewnego czasu i według zapewnień jego twórców zawzięcie walczy z piwną nudą. Pojawił się na rynku wraz z „Słodką Krową”, jako kolejna partia, zaraz po premierowej, produktów z AleBrowaru. Po udanym debiucie i zaprezentowaniu tak dobrych piw jak Black Hope oczekiwania były spore. Sweet Cow okazało się solidnym, smacznym piwem, jednak bez żadnych rewelacji, a jak to wygląda przy „Bursztynku”?

Amber Boy w Białej Małpie

Amber Boy w Białej Małpie

Przy pierwszym kontakcie z premierową warką było dosyć spokojnie – pijalne, smaczne, ale bez zachwytów. Jednak to co mi się bardzo podoba u załogi AleBrowaru to wprowadzanie poprawek do swoich receptur i słuchanie głosu ludu. W ten sposób, kilka miesięcy po premierze pojawił się Amber Boy w wersji drugiej. Co się zmieniło i jakie wrażenia?

AleBrowar - Amber Boy

AleBrowar – Amber Boy

Niezmienna pozostała oprawa, czyli jak przystało na AleBrowar – zaczepno-żartobliwa, o charakterystycznej, komiksowej kresce. Można nie lubić, ale cieszy konsekwencja i jednolitość stylu oraz drobne smaczki, jak na przykład zmienny motyw krawatki. Poza „Bursztynkiem” na etykiecie tradycyjnie pełen zestaw informacji – 12° Plato, 30 IBU oraz 5% alkoholu. Do tego na kontretykiecie historyjka o zabijaniu piwnej nudy i pełny spis surowców użytych do produkcji.

AleBrowar - Amber Boy

AleBrowar – Amber Boy

Po nalaniu, nie da się nie zauważyć intensywnego chmielowego aromatu – mocny i wyraźny, żywiczno-grejpfrutowy zdecydowanie dominujący wrażenia olfaktoryczne. Przez tę nawałę próbuje się nieśmiało przebić ciemny słód. Pod zapachem mamy lekko beżową, gęstą, dosyć jednorodną pianę o średniej wielkości pęcherzykach, która zostaje z nami do samego dna szklanki w postaci cienkiego kożuszka i gęstej koronki na ściankach. Wydaje mi się, że akurat piana jest niezawodna w piwach AleBrowaru. Piwo jest nieco mętnawe, ciemnobursztynowe, lekko herbaciane. Smak zdecydowanie idzie w parze z zapachem – wyraźnie chmielowy, żywica, ponownie grapefruit, mocna goryczka. W smakach chmielowych pomimo wyraźnej owocowości dominuje iglastość. Gdzieś w głębi, solidnie ukryty, lekko wyczuwalny znajduje się ciemny słód, odrobina karmelu. Wysycenie delikatne, jako całość piwo przyjemne, jednak dla mnie zbyt mocno skrzywione w stronę chmielu. Wiem, że taki styl i tak trzeba, jednak nie obraziłbym się za nieco więcej balansu. Co jednak najważniejsze to, że piwo po modyfikacjach i wprowadzeniu intensywnego chmielenia na zimno zyskało na charakterze i jest zdecydowanie ciekawsze od pierwszej wersji.