Dry Hopping

Dry Hopping czyli „chmielenie na sucho” to dodawanie chmielu do zimnej brzeczki, zakończeniu początkowej, burzliwej fermentacji. Takie chmielenie ma na celu głównie zwiększenie aromatu chmielowego, gdyż, w przeciwieństwie do chmielenia w trakcie gotowania brzeczki, nie będą uciekały „w powietrze”.

Wczoraj dodałem do fermentującego stouta około 10g chmielu East Kent Goldings, którego zamówiłem do przygotowania klonu Hoegaardena. Zapach wydobywający się z fermentora zmienił się wyraźnie z mocno słodowego na nieco żywiczny. Mam nadzieję, że nie przesadziłem z ilością chmielu i efekt końcowy będzie akceptowalny.

Domowy stout

Czwartkową noc spędziłem na warzeniu stouta. Wykorzystałem koncentrat Cooper’s Stout, dołożyłem do tego puszkę ciemnego ekstraktu, Cooper’s Amber. Miałem nadzieję na uzyskanie czegoś bardziej zbliżonego do żywieckiego portera, czyli lekki posmak „spalenizny” łagodzony przez słodową słodycz.

Przez pierwsze dwa dni fermentacja zachodziła bardzo intensywnie, rurka fermentacyjna co dwie-trzy godziny zapychała się pianą i słodowymi farfoclami. Radziłem sobie otwierając fermentor i „uklepując” wyrastającą pianę. Każda taka operacja niestety sprawiała, że znacząco wzrastała moja obawa o czystość brzeczki. Na szczęście trzeciego dnia wszystko się uspokoiło, drożdże już nie udawały stachanowców i woda w rurce bulgotała dosyć rzadko.

Efektem jest niemal przefermentowana brzeczka (4°Blg z początkowych 11.5°Blg), niemal czarna, o bordowym odcieniu, gdy patrzy się pod światło i dosyć mocnym posmaku „spalenizny”. Teraz planuję na parę dni dodać trochę chmielu, aby wzmocnić jego aromat (jest niemal niewyczuwalny), a przy butelkowaniu do sporej części tej partii dodam laktozę, żeby nie było aż takie „spalone”.

Pozostaje mi mieć nadzieję, że początkowe grzebanie w fermentującej brzeczce jej nie zaszkodziło.

Browamator a Bio-win

W zeszłą niedzielę zamawiałem surowce do dwóch kolejnych warek. Puszkę ciemnego ekstraktu słodowego, którą chcę dodać do posiadanej już od dłuższego czasu puszki nachmielonego koncentratu stouta i koncentrat oraz ekstrakt na piwo pszeniczne zamówiłem w Bio-winie. Do pszeniczniaka mam zamiar dodać kolendrę, skórkę z cytryny i dochmielić aby otrzymać klon Hoegaardena, natomiast część stouta przed butelkowaniem doprawię laktozą. Te dodatkowe surowce wraz z kapselkami zamówiłem w Browamatorze. Paczka z Bio-winu była na poczcie we wtorek (inna sprawa, że dowiedziałem się o tym w piątek, bo nikomu nie chciało się zostawić awizo w skrzynce), natomiast zamówienie z Browamatora cały czas było „w realizacji”. Dzisiaj jego status zmienił się na zrealizowane – jeśli poczta nie nawali będę miał wszystko przed końcem tygodnia.

Chciałbym mieć w pobliżu sklep będący połączeniem szybkości obsługi Bio-winu i asortymentu Browamatora 🙂

Browar Śląski

Wczoraj wyskoczyłem ze stroną browaru lwóweckiego, a wszystko przez to, że Monika ostatnio zdobyła cztery butelki z tegoż browaru. Dwa razy „Dobre Mocne” i dwa razy „Książęce”. Oba rodzaje są bardzo smaczne, ale zdecydowanie większe wrażenie zrobiło na mnie „Dobre Mocne”. Ciemny, bursztynowy kolor, baaardzo przyjemny słodowo-chmielowy zapach, smak początkowo zgodny z zapachem, potem niestety czuć coś wodnistego. Gdyby nie ten dziwny, nie do końca sprecyzowany końcowy posmak to byłoby to rewelacyjne piwo, a tak jest tylko bardzo dobre. Zdecydowanie warto spróbować gdy się je znajdzie w sklepie.

Butelki i Lwówek Śląski

Wczoraj czyściłem 21 butelek, które przywieźliśmy z Moniką z rajczowego Sylwestra. Butelki to nie byle jakie, bo po „Kelcie” więc wyposażone w porządne, ceramiczne kapselki. Co ciekawe, butelki z „Grolschem” sprzedawanym w Polsce mają oszukane plastikowe zamknięcia – lipa! Przy okazji wziąłem się za zdzieranie nalepek z pustych butelek poniewierających się w schowku dzięki czemu odkryłem kolejną zaletę „Kelta” – nalepki ładnie odchodzą po parunastu minutach moczenia w zimnej wodzie. Najgorzej schodziło z jakiegoś ciemnego Hefe-Weissbier.

Wolną chwilę wykorzystałem też na sprawdzenie strony internetowej Browaru Śląskiego w Lwówku Śląskim. Piwo mają bardzo dobre, ale webmastera do kitu. Tak festyniarskiej strony dawno nie widziałem. No chyba, że to zamierzony kicz 😉