Niespodzianki z Purity Brewing

Delegacje można lubić lub nie z bardzo różnych powodów. Mój stosunek do wyjazdów służbowych jest mieszany – mają swoje gorsze i lepsze strony. Do tych drugich należy możliwość dokonania prawdziwych piwnych odkryć w ich „naturalnym habitacie”. Kolejną okazję do takich odkryć miałem kilka tygodni temu, gdy wola pracodawcy rzuciła mnie w hrabstwo Warwickshire, gdzie działa browar Purity.

Gdy wśród lanych danego dnia guest ales nie rozpoznaje się żadnego browaru to można spodziewać się wszystkiego – Pure Ubu jakie trafiło mi się w jeden z wieczorów należało do bardzo przyjemnych niespodzianek. Co prawda nie pierwszy rzut oka nie zachwycało – piana bardzo przeciętna, szybko opadała bez żadnych śladów, kolor już nieco bardziej cieszący oko – przyjemny bursztyn, nieco herbaciany. Wrażenia węchowe i smakowe jednak sprawiły, że pozostałem przy tym piwie już do końca wieczoru. Aromat delikatnie chmielowy, nieco żywiczny, smak to wyraźne owoce, nieco egzotyki i iglastości, zdecydowana goryczka bardzo przyjemnie skontrowane wyraźną słodowością.

Tak przyjemnie rozpoczętą znajomość z browarem Purity udało mi się przedłużyć tuż przed powrotem do kraju, gdy w jednym z barów na lotnisku w Birmingham zauważyłem pompy z pozostałymi produktami browaru. Ze względu na okoliczności wybór padł na najsłabszego alkoholowo przedstawiciela czyli Pure Gold (3,8%), a Mad Goose (4,2%) musi niestety zaczekać do kolejnej wizyty. Wróćmy jednak do Pure Gold i wrażeń jakie mi zaoferowało. Tym razem mogłem nacieszyć oko solidną białą pianą, o równych drobnych pęcherzykach, która jak przystało na porządne angielskie ale konsystencją mogłaby zawstydzić bitą śmietanę. Do tego jasno złoty kolor i delikatnie kwiatowy i owocowy aromat. W smaku wyraźnie, długo i przyjemnie goryczkowe z lekką słodową podstawą przez cały czas pozostającą na drugim planie. W tej przyjemnej goryczce wyczuwalna delikatna owocowość, kojarząca mi się z chmielem Goldings. Smak bardzo czysty, zdecydowanie wytrawny, do tego bardzo słabe nagazowania sprawia, że piwo jest bardzo pijalne, a na pożegnanie zostawia nam ładnie ozdobioną szklankę charakterystyczną koronką.

Podsumowując dosyć przypadkowe spotkanie z browarem Purity uważam za niezwykle udane i mam nadzieję, że będę miał okazję sprawdzić czy Szalona Gęś, którą pozostawiłem na lotnisku, nie odstaje od pozostałych piw. Przy okazji potwierdzałaby się obserwacja, że dobre piwo ma wiele wspólnego z psami – również w tym browarze znajdziemy psa i to jego imię nosi najbardziej zdecydowany produkt czyli Pure UBU.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *