Duch craft krąży nad Europą

Na razie tylko na jej północno-zachodnich rubieżach, ale już zdołał przekroczyć ocean.

Zeszły rok to poważna „afera” około-craftowa w USA. Amerykańskie Stowarzyszenie Piwowarów usiłowało ustalić ścisłą definicję tego, czym jest piwne rzemiosło. W trakcie dyskusji padały argumenty o konieczności ochrony konsumentów przed wielkimi browarami podszywającymi się pod rzemieślników. Bez takiej ochrony, konsument kierujący się w swoim wyborze kryterium craft, oszukany przez nieuczciwych marketingowców, sięgnie po produkt międzynarodowego koncernu, zamiast prawdziwie rzemieślniczy wytwór pracy piwowara.

Beer of choice (Blowfish.org)

Beer of choice (Blowfish.org)

To było rok temu. W tym roku okazało się, że amerykańscy piwowarzy spod znaku craft mieli rację! Brak odpowiednich przepisów, a w szczególności możliwość nazywania swojego piwa produktem rzemieślniczym bez uprzedniego zdobycia certyfikatu poświadczonego trzema pieczęciami, w tym jedną trójkątną, doprowadziła do prawdziwej katastrofy. Okazało się, że najpopularniejszym piwem w kolebce piwnej rewolucji i narodzin ruchu craft jest piwo warzone w browarze należącym do MillerCoors, drugiego gracza na amerykańskim rynku, Blue Moon. Co prawda w zacnym stylu, bo jest to witbier, ale jednak koncerniak pełną gębą, nie chce być inaczej. Niecne podszywanie się pod prawdziwe rzemiosło przez charakterystyczną oprawę i ukrywanie powinowactwa z przebrzydłym Miller Light, tego faktu nie zmieni. Nie ulega też wątpliwości, że gdyby nie te chwyty poniżej pasa, to piwo z któregoś z browarów rzemieślniczych zajęłoby pierwsze miejsce. Nie miałem niestety okazji pić tego piwa, ale jestem go bardzo ciekaw i na pewno spróbuję jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja.

Najwyraźniej teraz i w Europie przyszła pora na batalię z koncernami o duszę, a przy okazji i portfel, konsumenta. Aby obronić klienta przed, nomen omen, nabijaniem w butelkę, piwowarzy z Brew Doga przygotowali cztery jasne i klarowne kryteria. W wolnym tłumaczeniu browar, który chce mienić się europejskim browarem rzemieślniczym musiałby być:

  1. Mały. Roczna produkcja nie może przekraczać 500.000 hl (patrz pkt. 3)
  2. Prawdziwy. Nie może rozcieńczać produkowanych piw (HGB) oraz stosować ryżu, kukurydzy ani żadnych innych dodatków osłabiających smak i obniżających koszty produkcji.
  3. Uczciwy. Na etykietach muszą być podane wszystkie składniki, jak i miejsce uwarzenia piwa. Żadne z piw danego browaru nie może być warzone poza browarami rzemieślniczymi.
  4. Niezależny. Nie więcej niż 20% udziałów może należeć do koncernu piwnego posiadającego browar nie spełniający warunków browaru rzemieślniczego.

Warunki jak warunki. Można się czepiać, czemu akurat 500.000 hl rocznie jest wielkością, powyżej której duch craft bezpowrotnie ulatuje z browaru. Można długo szukać listy dodatków, które jednoznacznie osłabiają smak i obniżają koszty. Swoją drogą, te same osoby, które przygotowały powyższe kryteria nie miały problemu w zastosowaniu kukurydzy w piwie uwarzonym w Filadelfii. Może jednak akurat ta kukurydza była wystarczająco rzemieślnicza, bo została zmielona na żarnach z, bodajże, XVIII wieku? Może wstawienie do browaru dowolnego, odpowiednio starego elementu podniesie obecność ducha craft do wystarczającego poziomu?

Wracając do tematu – autorzy kryteriów nie kryją powodu przygotowania tej listy, jak na prawdziwych rzemieślników przystało, uczciwie i w pełni niezależnie podają prawdziwy (aczkolwiek normalnym, nie małym, fontem) powód w trzech dosadnych słowach – Blue Fucking Moon. Więc to tutaj boli. Przyjdzie koncern, zrobi dobre piwo i zabierze kawałek tortu, który do tej pory niepodzielnie należał do „mikrusów”. Konsument niecnie oszukany przez marketingowców zejdzie na manowce i sięgnie po koncerniaka zamiast dzieło spracowanych rąk prawdziwego rzemieślnika. Procentowa zawartość ducha craft i prawo do jej podawania ma być głównym kryterium wyboru. Do tej pory była to pasja i odwaga do warzenia piw jakie lubią piwowarzy rzemieślnicy i przekonanie, że właśnie takie piwa będą kupowane przez ludzi szukających ciekawych smaków. Skoro jednak koncerny zorientowały się, że takie piwa stanowią coraz większy kawałek rynku i zaczęły się nim interesować to najwyższa pora, aby rozpocząć działania prewencyjne. Należy dać konsumentom możliwość łatwego wyboru między lepszym (rzemieślniczym) i gorszym (koncernowym).

Czym to się różni od tak wyśmiewanego kryterium pasteryzacji, które nie ma żadnego przełożenia na smak i jakość piwa? Które z warunków proponowanych przez Brew Dog gwarantują ciekawy smak i wysoką jakość piwa? Jeśli będę miał możliwość skosztowania piwa dobrej jakości jest mi serdecznie obojętne czy na rynek wypuścił je wielki, międzynarodowy koncern, czy maleńki browar rzemieślniczy. Zawsze podstawowym kryterium przy wyborze piwa będzie dla mnie jego smak.

One thought on “Duch craft krąży nad Europą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *