Rauchbock – Grand Champion 2012

Od czterech lat, szósty grudnia może kojarzyć się z pojawianiem się w sklepach dobrego piwa uwarzonego w cieszyńskim browarze. Tradycję zapoczątkował w 2009 Bracki Koźlak Dubeltowy, który wybrany został najlepszym piwem Festiwalu Birofilia. Od tamtego czasu rokrocznie zwycięzca żywieckiego festiwalu ma możliwość sprawdzenia swoich umiejętności w zdecydowanie większej skali i uwarzyć piwo według swojej receptury w Browarze Zamkowym.

W tym roku gościnnym piwowarem w Cieszynie został Andrzej Miller i w czasie Brackiej Jesieni uwarzył swojego zwycięskiego Rauchbocka, czyli wędzonego koźlaka. Piwo po blisko trzech miesiącach, rozlane w beczki i butelki miało trafić do sprzedaży dokładnie 6 grudnia o 18:00. Niestety, nie obyło się bez kilku falstartów, które wywołały nieco dyskusji na forach. Szczerze mówiąc to mocno dziwię się ludziom, którzy twierdzą, że nie wiedzieli o określonym terminie rozpoczęcia sprzedaży. Tłumaczenia o braku takiej informacji od przedstawiciela Grupy Żywiec według mnie tylko dodają smaczku, gdyż świadczyłyby o całkowitym braku wiedzy i zainteresowania piwem, które się sprzedaje. Przejdźmy jednak do jaśniejszych stron Grand Championa.

Grand Champion 2012

Grand Champion 2012

Piwo zostało rozlane w półlitrowe butelki (czyli tak, jak zwycięzca sprzed dwóch lat, nad wyraz smaczne Belgijskie Pale Ale) ozdobione bardzo gustownymi etykietami. Główna etykieta owalna, ciemna, dzięki czemu nazwa piwa wypisana białą, stylizowaną na gotycką, czcionką jest bardzo widoczna, nad nią pieczęć Festiwalu Birofilia, na dole podpis piwowara. Na kontretykiecie krótki opis piwa, podane wszystkie słody użyte przy jego produkcji i wyjaśnienie, czym jest Grand Champion. Do tego standardowe informacje – 16°P i 6,5% alkoholu. Wszystko uzupełnione jest gustowną krawatką z rysunkiem Browaru Zamkowego. Ładnie i elegancko.
Co ciekawe, nie pojawia się słowo „wędzony” i wszędzie zastąpione jest przez „dymiony”. Jedynym wytłumaczeniem jakie przychodzi mi do głowy, poza próbą nieco „górnolotnego” opisu jest zachęcenie potencjalnych, niezdecydowanych konsumentów. No bo co to za piwo wędzone? Wędzony to może być ser albo kiełbasa, ale piwo?!

Grand Champion 2012

Grand Champion 2012

No właśnie, jakie jest to piwo? Nalewam do bardzo urokliwego dedykowanego kielicha, czyli sniftera, jeśli ktoś lubi makaronizmy i precyzję, wącham, oglądam, smakuję i okazuje się, że mamy stosunkowo delikatne i zrównoważone piwo, której może się spodobać osobom, które pierwszy raz próbują tego stylu i niekoniecznie muszą doznać ekstazy kosztując Schlenkerli.
Aromat? Delikatny, nie wali w nozdrza dobrze podwędzoną szynka, lecz jest delikatnie słodkawy, nieco alkoholowy, dopiero potem przebija się wędzoność, mogąca faktycznie kojarzyć się z suszoną śliwką. Pod nim dosyć obfita beżowa piana, która niestety bardzo szybko opada do cieniutkiej warstwy, po której wkrótce nie ma śladu. W kolorze bursztynowe, ciemne, w pełni klarowne.
Smak, podobnie do zapachu, łagodny, początek również raczej słodkawy, alkoholowy, karmelowy, dopiero w połowie pojawia się delikatna wędzoność, ponownie możemy się umówić, że nieco śliwkowa. Przyjemnie, delikatnie nagazowane.

Krótko mówiąc, nie jestem znawcą stylu, za wędzonkami nie przepadam, więc mogę w miarę wpasowywać się w „target”, przez co tak delikatny i zrównoważony podwędzony koźlaczek mi odpowiada. Warto spróbować i samemu się przekonać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *