Dzień (mlecznego) stoutu – Sweet Cow i Milk Stout

W ostatni czwartek, 8 listopada, wypadł drugi międzynarodowy dzień stoutu. Tradycja młoda, ale zdecydowanie warta poparcia. Stout jest chyba najbardziej rozpoznawalnym stylem piwa, więc warto by miał swój dzień w kalendarzu służący popularyzacji piwnej wiedzy.

Niestety, czas na moje świętowanie przyszedł dopiero w piątek wieczorem, więc nie dość, że zacząłem od małego spóźnienia to jeszcze użyłem dwóch mlecznych stoutów do celebracji.
Skąd w ogóle pomysł na mleczne piwo? W XIX wieku dodawanie mleka do piwa było ponoć dosyć popularnym sposobem na zwiększenie wartości odżywczej piwa, a w szczególności stoutu spożywanego przez angielskich robotników w czasie południowego posiłku. Dosyć szybko piwowarzy zaczęli łączyć piwo z mlekiem jeszcze w browarze i sprzedawać mleczne stouty jako napoje regenerujące. Przekonanie o pożywności i zdrowotnych zaletach tego piwa było na tyle silne, że na początku XX wieku było ono nierzadko przepisywane przez lekarzy jako środek na wszelkie dolegliwości, a także polecane karmiącym matkom. Co ciekawe, w Wielkiej Brytanii używanie nazwy milk stout jest zakazane od 1946 roku. Podobno było to związane z racjonowaniem środków spożywczych obowiązującym po drugiej wojnie światowej oraz wyrugowaniem skojarzeń ze zdrowotnymi właściwościami stoutu, które miały się brać z dodatku mleka, którego w tym czasie już tam nie było, gdyż browary używały laktozy. Na szczęście, w Polsce możemy spokojnie nazywać tę łagodniejszą odmianę stoutu mleczną, w zgodzie z tradycją.

AleBrowar - Sweet Cow

AleBrowar – Sweet Cow

Sweet Cow, czyli milk stout w kolorze różowym z AleBrowaru, zadebiutował pod koniec sierpnia, kiedy to po degustacji w warunkach barowych stwierdziłem, że jest w porządku, jednak bez zbytnich rewelacji. Tym razem połączyłem przyjemne z pożytecznym świętując dzień stoutu i jednocześnie zwracając baczniejszą uwagę na szczegóły smaku w warunkach domowych.

Aromat piwa jest wyraźnie kawowy, lekko słodkawy, kojarzący się z zapachem toffi, cukierków „Krówki”, chyba jest obecna delikatna mleczna nuta, mam nadzieję, że jej sobie nie wmawiam. Piana obfita, beżowa, trwała, z równymi pęcherzykami. Po pewnym czasie delikatnie opada, tworząc górki i dolinki, z bardzo drobnymi pęcherzykami z wierzchu. Pozostaje jako cienka warstwa do samego końca degustacji. Kolor jak przystało na stouta całkowicie czarny.

W smaku gładkie, początek bardzo łagodny i delikatnie słodkawy, może mleczny, potem nieco ostrzejszy, kawowy, kwaskowo-cierpkawy, ale nadal łagodny, z pojawiającą się lekką spalenizną, która jest również wyczuwalna w aromacie pojawiającym się po przełknięciu. W finiszu smak staje się nieco rozwodniony, jakby woda spłukiwała z języka całą treściwość i pozostawiała tylko surową kawowość i lekką spaleniznę. Piwo zgodnie ze stylem słabo nasycone.

Left Hand - Milk Stout

Left Hand – Milk Stout

Milk Stout z Left Hand Brewing Co. nie posiada dedykowanej nazwy i ogranicza się do użycia nazwy stylu, w którym został uwarzony. Zgodnie z parametrami jest nieco cięższym piwem niż Sweet Cow, zamiast 5% alkoholu uzyskanych z 12% ekstraktu w brzeczce mamy 16° P odfermentowanych do 6% alkoholu. Aromat co prawda w miarę podobny, ale jednak bardziej zdecydowany, cięższy – kawa, nieco spalenizny, słodkawe nutki i lekki alkohol. Piana również obfita, tutaj jednak ciemno-beżowa i niestety nierówna i szybko opadająca, zostawia jednak po sobie wyraźną koronkę na szkle. Kolor również całkowicie czarny.

Smak zdecydowanie bardziej ciekawy niż u poprzednika, mniej uładzony, każdy aspekt bardziej wyraźny – mocniejsza początkowa słodycz, pojawia się nutka toffi przed przejściem w kawowość, nieco wyczuwalny alkohol i suszony owoc. Finisz co prawda krótszy, ale zamiast pozostawiania suchej kawowości mamy ją nieco bardziej złożoną i treściwą. Wysycenie również słabe, ale na nieco wyższym poziomie niż Sweet Cow.

Mimo, że oba piwa to formalnie przedstawiciele tego samego stylu to według mnie są znacząco różne. Sweet Cow jest całkiem przyjemnym i przez swoją łagodność i lekkość, pijalnym piwem, jednak mam wrażenie jakbym pił dry stouta, do którego po prostu dodano laktozę. Z kolei Milk Stout jest bardziej złożony, jakby od początku warzony jako milk stout, oferuje bardziej zrównoważony smak i co ważne, bardziej złożony niż stoutowa kawa i spalenizna z dodatkiem cukru mlekowego.

One thought on “Dzień (mlecznego) stoutu – Sweet Cow i Milk Stout

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *